Ci pisarze to są przereklamowani!

środa
7
Wrzesień 2016

Z Marcinem Szczygielskim w przededniu premiery „Klątwy dziewiątych urodzin” rozmawiają Foksi i ciabcia

Autor_wywiad_RGB

Ciabcia:  Panie Marcinie, już wkrótce ukaże się trzeci tom przygód Mai…

Foksi:  Mai? Jakiej Mai? Przecież to są książki o mnie!

Marcin Szczygielski:  Jeśli miałbym być szczery, to jednak raczej opowiadają o…

F:  Szczery? Nikt nie jest bardziej szczery ode mnie! Jestem najszczerszą lisicą na świecie! Szczerszą od złota!

MS:  Chyba wiewiórką…

F:  Słucham?!

MS:  Nie, nie, nic. Przepraszam…

C:  Opisał pan nasze przygody w Warszawie podczas trzeciego końca świata. Było co opisywać, prawda?

MS:  Zdecydowanie! Maja spotkała…

F:  Oczywiście mnie! A czego ja tam nie przeżyłam! Istny horror. Stolnica mocno mnie rozczarowała.

C:  Poznałyśmy osobiście warszawskie legendy, ale ani Syrena, ani Wars i Sawa, ani Złoty Kaczor, ani wreszcie mieszkająca w wołowym gnacie Nadwiślańska Bieda nie są wcale takie, jak wszystkim się wydaje.

MS:  Tak, okazało się, że legendy niewiele mają wspólnego z…

F:  Ja przecież jestem legendą. I uważam, że jestem dokładnie taka, jak mi się wydaje.

C:  Zastanawiam się, dlaczego właściwie zdecydował się pan na pisanie o nas?

MS: Po prostu zawsze chciałem opisać…

F:  Ty jesteś jakaś głupia! Co to jest za pytanie w ogóle? Trzeba zapytać, dlaczego dopiero tak późno zdecydował się na pisanie o mnie! Przecież jestem tematem rzeką, a moje życie to gotowy scenariusz na co najmniej trzydzieści hollywoodzkich superprodukcji! Tylko kto mógłby mnie zagrać? Sama nie wiem… Meryl Streep? Może Janda?

C:  Kawecka z parteru mówiła, że gdy był pan mały, spędzał pan wakacje u swoich dziadków w Szczecinie. Ich kamienica, podobnie jak nasza, stała przy ulicy Potulickiej, a pana babcia – tak jak ja – miała ogród blisko domu. W tej kamienicy był strych bardzo podobny do naszego, tego samego, na którym mieszkał duch Oskar. Także piwnice niewiele różniły się od naszych, a nawet układ mojego mieszkania nie odbiegał od rozplanowania mieszkania pana dziadków. Czy to rzeczywiście tylko zbieg okoliczności?

MS:  Skądże! Niezwykłe wakacje Mai to w rzeczywistości moje wakacje sprzed…

F:  Dlaczego ciągle zadajesz pytanie jemu, a nie mnie? Przecież to miał być wywiad ze mną! Co kogo obchodzi, co ma do powiedzenia jakiś pisarz, a w dodatku człowiek?! Zgodziłam się tu przyjść tylko ze względu na moich fanów, którzy umierają z tęsknoty za choćby garstką nowym informacji na mój temat.

C:  Wlazłaś mi do torebki. W ogóle nie powinno cię tu być.

F:  Wlazłaś! Co to za określenie?! Ja nie włażę! Ewentualnie mogłam z gracją się wsunąć, wejść tanecznym krokiem, bądź z wdziękiem się wemknąć! Zresztą nie trzeba było mnie znowu zamieniać w lisicę, to bym przyszła sama na nogach i nie potrzebowałabym się gnieść w twojej listonoszce razem z puszkami Paprykarza Szczecińskiego!

C:  Cicho bądź! On tego jeszcze nie opisał!

F:  Bo to leń! Za wolno pisze. A w ogóle to ten cały wywiad jest do niczego! I to jest wasza wina. Ludzie wam tego nie zapomną. Taka cudowna, jedyna w świecie okazja, żeby porozmawiać o mnie, a wy wszystko zmarnowaliście! Nie odzywam się!

C:  Nareszcie! Teraz możemy spokojnie porozmawiać. Panie Marcinie, niech mi pan powie z łaski swojej, czy Mai uda się wreszcie rozwikłać do końca tajemnicę Niny? W trzecim tomie przygód mojej prapraprapra – i tak dalej – wnuczki, sporo już udało się jej wyjaśnić, ale jej odkrycia postawiły nas w obliczu absolutnego unicestwienia kontinuum czasoprzestrzennego, nie wspominając już o czwartym końcu świata, którego właśnie doświadczamy. Co będzie dalej? Kiedy ukaże się czwarty tom cyklu?

MS:  Według moich planów…

C:  O, przepraszam. Ktoś dzwoni. Zaraz, gdzie ja mam ten dzwonek? Monterowa była tak miła, wie pan, że pożyczyła mi swój. Niczego nie mogę znaleźć w tej torbie…

F:  Pewnie znowu ktoś chce mi zaproponować sesję fotograficzną. Ludzie sumienia nie mają, przecież w końcu zafotografują mnie na śmierć!

C:  Miałaś się nie odzywać! O, jest! Halo?

Monterowa:  Cześć. Podobno wyszły nowe części „Zarazy miłości”. Masz mi przywieźć.klatwa-okladka

C:  Jakim cudem do mnie dzwonisz, skoro ja mam twój dzwonek?

M:  Bolek wpadł, dzwonię jego dzwonkiem. I pospiesz się, masz pociąg za czterdzieści minut. Wiesz dobrze, że jeśli nie wrócisz do pojutrza, wszystko szlag trafi.

C:  Pociąg z Warszawy do Szczecina jedzie około sześciu godzin.

M:  Już nie. Kataklizm dotarł do stolicy. Wyjrzyj przez okno. Co widzisz?

C:  Nic.

M:  No właśnie. Czekamy tu na ciebie. Tylko pamiętaj o „Zarazie”! No, to pa.

C:  Pa.

MS:  Wracając więc do pani pytania…

C:  A, tak, tak. Widzi pan, późno się zrobiło, a jeszcze mam sporo do załatwienia przed wyjazdem. Ale to była ogromna przyjemność, wspaniale się z panem rozmawia. Pojęcia nie miałam, że przeprowadzanie wywiadów to taka prosta rzecz, chyba zajmę się tym na poważnie. Foksi, właź do torby.

F:  Sama sobie właź! Wracam w kieszeni.

C:  Niech ci będzie. Wskakuj. No, panie Marcinie, dziękuję za cudowną rozmowę. Wspaniale było pana poznać i tyle różności się dowiedzieć.

MS:  Dziękuję. Cieszę się, że mogłem panią poznać. Proszę przekazać Mai ode mnie…

F (z kieszeni):  On coś mówi jeszcze?

C (wychodząc na korytarz klatki schodowej):  Coś tam mówi.

F (z kieszeni):  Powiem ci, moja droga, że ci pisarze tak ogólnie to są mocno przereklamowani. To było najnudniejsze spotkanie w moim życiu.

C (wsiadając do windy):  No, wiesz. Nie można mieć wszystkiego. Może nie miał zbyt wiele do powiedzenia, ale za to ładnie pisze.

F (z kieszeni):  On?! Ja to ładnie piszę! Wręcz cudownie! Pokażę ci, jeśli mi dasz kurzy pazur, bo ja najpiękniej piszę kurzym pazurem. Nacisnęłaś guzik? Bo czuję, że zjeżdżam…